piątek, 6 kwietnia 2018

8. Ktoś ważny


Zatrzyj granicę
między horyzontem a niebem
w  puch rozbij
zdematerializuj


Myśli chłopaka spowijał mrok czarniejszy, niż otaczająca go noc. Leśna zwierzyna wydawała odrażające odgłosy, raz skrzeczenie, innym razem przeciągły skowyt. Miał złe przeczucia. Od dawna w jego sercu nie było tak silnego niepokoju. Siedział na jednej z gałęzi, obejmując wartę. Dziwnie się czuł od czasu, kiedy większość obozu zagłosowała, by mu zaufać. Właściwie tylko dwie osoby były przeciwko. Miał dobre zamiary, lecz nie spodziewał się tak wczesnej akceptacji. Wojna pociąga ludzi do różnych dziwactw, jednak nie do końca mu się to podobało. Ufając, stawali się słabsi, a jeśli mieli wygrać z Danzou – potrzebowali siły.
Kiedy nocną symfonię rozproszył dźwięk kroków, wytężył wzrok. Nie mógł jeszcze używać sharingana i czuł się, jakby został pozbawiony prawej ręki.
– Stać! – powiedział, kiedy dostrzegł biegnącą w ciemności postać.
Ta wyminęła go jednak i nim zdążył zareagować, wbiegła w barierę genjutsu. Popędził śladem – jak domyślał się po sylwetce – mężczyzny; wpadli do obozu niemal równocześnie.
– Marna ochrona północnej granicy – powiedział chłopak, zdejmując z głowy kaptur płaszcza.
Odkąd Uzumaki dowiedział się o sytuacji w wiosce, wbrew przewidywaniom Kakashiego, stał się dojrzalszy. Zupełnie wyzbył się swojej porywczości i stał się aż nader zrównoważony. Irytowało to Uchihę jeszcze bardziej niż jego głupkowatość. W jakiś sposób temperowało jego poczucie wyższości nad blondynem.
– Przebiegłem, nawet nie mrugnąwszy – dodał Uzumaki, nie patrząc w stronę Sasuke. Po wtargnięciu Naruto do więzienia, Sasuke był pewien, że niewiele się zmieniło. Jednak mylił się. W obliczu prawdziwego zagrożenia, jego dawny przyjaciel nauczył się zachować powagę.
– Spotkałeś się z Kibą? – spytała Tsunade, na co blondyn skinął głową. Był wyraźnie zdenerwowany. – I jak wygląda sytuacja?
– Danzou wysłał oddziały. Póki co, przeczesują lasy na południu – odparł, jednak jego głos drżał. – My jesteśmy bezpieczni.
– My?
Tsunade uniosła brwi, niewiele rozumiejąc z tej nerwowej gadki.
– Zabijają każdego, kto zboczył ze szlaku handlowego. Zbiegłych więźniów skrytych w lesie, zielarzy, a nawet dzieciaki – wysapał w końcu i choć starał się utrzymać emocje na wodzy, kilka kropelek potu pojawiło się na jego skroniach.
– Kurwa – syknął Hatake, przeczesując włosy palcami. – Kurwa – powtórzył, po czym wziął głęboki wdech.
Dalsza część rozmowy nie docierała do uszu Sasuke. Doskonale pamiętał chatkę, na południe od Konohy, w której zostawił Hikari. Był przekonany, że jest tam bezpieczna. Starał się walczyć ze swoimi ludzkimi odruchami, lecz bezskutecznie.
– Musimy zdecydować, kto pójdzie na te tereny – mruknął Kakashi, na co Uchiha wbił w niego intensywne spojrzenie, czekając na werdykt. Wszyscy zdążyli już wyjść z namiotów i utworzyć kółko dookoła nich. Brakowało tylko zwiadowców i wartowników.
– Ja idę – powiedział Uzumaki, tonem nie znoszącym sprzeciwu.
– Ta misja może okazać się błahostką, ale również wyrokiem śmierci – odparła Tsunade, kręcąc głową.
– Nie pozwolę niewinnym ludziom ginąć! – Maska stoickiego spokoju na moment zniknęła z twarzy chłopaka.
– Jeśli to ty tam zginiesz, tym samym spiszesz na straty nas wszystkich – warknęła Piąta. – Potrzebujemy ciebie i lisa.
– Ja pójdę – powiedział Sasuke.
Kakashi popatrzył na niego z zażenowany. Najwyraźniej wziął to za akt odwiecznej rywalizacji między tymi dwoma chłopakami.
– Mówię to z przykrością, ale ty też jesteś nam potrzebny. – Tsunade zmarszczyła nos, rozmyślając nad najlepszym wyjściem. – Z żołnierzy pójdą Lee Rock i Yoshi Adachi wraz z medykiem Kaiem Yan.
– Będę nimi dowodził, sami nie dadzą rady – odezwał się Asuma.
Hokage niechętnie skinęła głową. Pod dowództwem Asumy mieli spore szanse na wygraną.
– Muszę tam iść – powiedział Sasuke, kiedy wszyscy prócz Tsunade, Kakashiego i Asumy się rozeszli. – Zostawiłem tam coś ważnego, nie mogą tego znaleźć.
– Co zostawiłeś? – Blondynka uniosła wysoko brwi; była mocno podejrzliwa.
– To nieistotne. Pójdę tam, z twoją zgodą czy bez – odparł Uchiha, posyłając jej zacięte spojrzenie.
Tsunade wiedziała, że nie powinna się z nim spierać. Nie popierała sojuszu z Sasuke, jednak wiedziała, że jego sharingan będzie pomocny. Musieli obchodzić się z nim jak z jajkiem, jednocześnie do nie dopuszczając do sytuacji, w której mógłby zwrócić się przeciwko nim.
– Nie żartowałam, mówiąc, że to może być misja samobójcza – westchnęła, po czym wzięła głębszy oddech. – Musicie być ostrożni i omijać szerokim łukiem ludzi Danzou. Jeśli dojdzie do konfrontacji, nie dacie rady z całym oddziałem.

***

Kiedy wreszcie dotarli do południowego lasu, otaczającego Konohę, na horyzoncie zaczęło pojawiać się słońce. Światło dnia było dla nich przekleństwem, lecz nie mogli tracić ani chwili. Z każdą godziną, liczba niewinnych ofiar wojny rosła. Musieli oczyścić las z cywili, nim ci zostaną odnalezieni przez ludzi Danzou.
– Odbijam na skarpy, spotkamy się w południe – mruknął Sasuke, kiedy cała grupa za moment przystanęła przy niewielkim, ale charakterystycznym głazie. Jego owalny kształt przywodził na myśl olbrzymie jajko.
– Sasuke! – powiedział podniesionym głosem Asuma, kiedy chłopak już miał zerwać się do biegu. – Weź jedną – dodał, rzucając czerwoną flarę.
Uchiha złapał przedmiot i wciąż nieprzyzwyczajony do takich gestów, skinął głową z udawaną wdzięcznością. Dziwnie się czuł, za każdym razem, kiedy ktoś traktował go jak “swojego”. Nigdy nie widział siebie, jako członka jakiejś większej grupy. Zwłaszcza jako mieszkańca wioski. Sam nie był pewien, dokąd to wszystko zmierza i czy postępuje właściwie.
Ruszył pędem przed siebie. W biegu starał się amortyzować każdy krok czakrą, by nie robić niepotrzebnego hałasu. Nie miał zbyt wiele czasu. Obserwował wędrówkę słońca i czuł coraz większy niepokój, lecz kiedy drzewa zaczęły się przerzedzać, wreszcie dostrzegł zarys starej, drewnianej chatki. Wyraźnie odznaczała się na tle lazurowego nieba, lecz coś ewidentnie nie pasowało mu do krajobrazu. Z jednej ze ścian wystawał dziwaczny, spiczasty klamot.
– Cholera – syknął, kiedy podszedł bliżej.
Obiekt okazał się być niemal całkowicie wyłamanymi z futryny drzwiami, wiszącymi tylko na jednym zawiasie. Ktoś go uprzedził. Kątem oka zauważył cień, poruszający się za mocno okurzoną szybą w oknie. Odwrócił się na pięcie i przycisnął plecy do wielkiego pnia. Wychylił się zza niego nieznacznie, obserwując budynek.
Zarejestrował sześć osób. Cztery dopiero co wyszły z wnętrza chatki, a pozostałe dwie spacerowały dookoła, najwyraźniej nieudolnie patrolując okolicę. Miał wiele szczęścia, że w chwili kiedy wyszedł z lasu na polanę, dwójka mężczyzn znajdowała się za ścianą domku.
Uchiha wykonał pieczęć, by móc swobodnie wysłuchać rozmowy, po czym wyciszył swoją czakrę na tyle, na ile to było możliwe, aby nie zostać wykrytym przez wrogów.
– Moglibyście chociaż udawać, że wykonujecie robotę – krzyknął najwyższy z mężczyzn, po czym zarechotał głośno. – Z resztą, teoretycznie jesteśmy już po robocie.
– Znalazłeś coś ciekawego? – spytał jeden z wartowników, któremu nie dane było wejść do domku.
– Nic, pusto. Czajnik stoi na gorącej westfalce, więc ktoś musi być w okolicy – odparł ten, który najwyraźniej był ich dowódcą.
Sasuke odetchnął z ulgą. W duchu przeklął siebie, za ten samarytański gest. Hikari była tylko dziewczyną do towarzystwa. Teraz widział, że potrafiła o siebie zadbać.
Rozejrzał się po okolicy, w poszukiwaniu jakichś śladów, dokąd mogła tak pośpiesznie się udać. Skoro zostawiła wodę na piecyku, musiała dostrzec oddziały przez okno. W chacie nie miała gdzie się skryć, lecz wybiegając z niej, najwyraźniej zdołaliby ją zauważyć. Zamarł w miejscu, kiedy jego wzrok zatrzymał się na niewielkiej, prostokątnej skrzynce na tyłach domku. Dziewczyna mogła bez problemu wyjść niewielkim okienkiem i zeskoczyć po niej na ziemię. A jeśli nie miała czasu na ucieczkę, rozwiązanie zagadki było tylko jedno.
– Cholera – syknął Uchiha, kiedy połączył fakty.
Przecenił możliwości dziewczyny i naprawdopodobniej, nadal była w ogromnym niebezpieczeństwie. Miał tylko jedno wyjście i nie bardzo było mu ono na rękę. Musiał odwrócić uwagę obcego oddziału, i o ile się nie mylił – wydostać dziewczynę ze skrzyni.
Czuł się, jakby krew zastygła mu w żyłach, ale nie ze strachu, lecz ze wstydu. Nigdy nie myślał, że kiedykolwiek będzie potrzebował pomocy kompanów, aby wyjść z trudnej sytuacji. Przeanalizował każdą możliwość dwukrotnie, ale nie miał najmniejszego wyboru. Chwycił w dłoń flarę i niewiele myśląc – co by się nie rozmyślić – odpalił ją.
Biały snop dymu, wystrzelił w górę, zupełnie jakby był popędzany przez tańczące wokół niego iskry. Uchiha rzucił flarę na piasek, po czym pośpiesznie odbił na lewo, chcąc obejść polanę szerokim łukiem. Efekt był taki, jak zamierzał: wrogi oddział zainteresował się sygnałem ratunkowym i mężczyźni, z pełnymi kpiny uśmiechami, ruszyli w jego stronę. Najwyraźniej mieli nadzieję spotkać tam jakiegoś zagubionego nieboraka. Uchiha wiedział, że nie miał wiele czasu. Doskoczył do skrzyni, po czym podniósł wieko.
– Hikari! – krzyknął, potrząsając lekko ciałem dziewczyny. Jej łokcie i kolana były pozdzierane od chropowatej powierzchni drewnianego pudła.
Minęło kilkanaście sekund, nim dziewczyna zrozumiała, że to nie wrogowie ją dopadli. Poderwała się do pionu, wydostając z niewielkiej kryjówki.
– Musimy uciekać – powiedział Sasuke, bez zbędnych wyjaśnień.
Wpadli w las i chowając się pod osłoną drzew, ruszyli w stronę Asumy i reszty. Musieli dotrzeć do nich, nim ci zdążą zbliżyć się do dymu na niebezpieczną odległość. Sygnał ten, najpewniej zaalarmował więcej niż jeden wrogi oddział.
– Co się dzieje? – Usłyszał Uchiha, kiedy po kilku minutach biegu, wreszcie natrafili na swoich kompanów.
– Musiałem odwrócić ich uwagę – przyznał Sasuke, czując się lżej, iż nie był zmuszony prosić ich o pomoc, w razie gdyby intryga nie zadziałała i doszłoby do konfrontacji.
– Musimy stąd wiać – mruknął Asuma, układając w głowie najlepszą trasę ucieczki. – Zaraz zleci się tutaj banda pachołków Danzou.
– Co to za jedna? – spytał Yoshi, wskazując palcem na Hikari. – Musimy odstawić ją do cywili.
– Ona jest ze mną – warknął Sasuke, nieco zbyt agresywnie.
Wiedział, że jeżeli spisze się podczas tej misji, jego sharingan i czakra, wreszcie zostaną w pełni odblokowane. Nie mógł sobie pozwolić na bycie arogantem. Czuł się przyparty do muru. Hikari miała w sobie zbyt duży potencjał mocy, aby pozostawić ją pod nieudolnym okiem strażników obozu cywilów.
– Nie możemy sobie pozwolić na przypadkową osobę! – krzyknął Yoshi, bacznie przyglądając się Asumie.
– Uzgodnimy to z Tsunade – odparł dowódca, dając sygnał, by ruszali.
– Chcesz wprowadzić obcą osobę? – wysapał Adachi w biegu, z niedowierzaniem patrząc na resztę swoich kompanów, szukając w nich wsparcia.
– Mogę za nią ręczyć – powiedział spokojnie Sasuke.
– W dupie mam twoje ręczenie, Uchiha – warknął Yoshi w odpowiedzi. – Jesteś równie wiarygodny co nasi najwięksi wrogowie.
– Adachi, uspokój się – wtrącił Asma, by zażegnać konflikt. – Nie jestem niespełna rozumu, zajmę się tym na miejscu – uciął kłótnię między chłopakami, po czym przyśpieszył biegu.
Hikari milczała. Wiedziała, że nie ma co liczyć na żadne słowa wyjaśnienia ani ze strony oddziału Konohy, ani ze strony Sasuke. Choć powinna czuć się spokojna, wcale tak nie było. Nadal miała obawy, co się z nią stanie. Nie była pewna czy intencje Sasuke są dobre i nie do końca wierzyła w szlachetność Hokage. Wiele słyszała o przywódcach wiosek ninja i nigdy nie było to nic dobrego.
Kiedy dotarli do bezpiecznego punktu orientacyjnego, Lee zawrócił i zrobił szybki rekonesans. Nie mieli żadnego ogona. Asuma wyjął białe zawiniątko, które okazało się być rolką grubego bandaża, po czym obwiązał nim głowę Hikari, szczelnie zasłaniając oczy.
– Kokuangyo no Jutsu! – krzyknął Kai, wykonując odpowiednią pieczęć.
Hikari ogarnęła nagła ciemność, choć promienie słońca powinny docierać między włóknami materiału. Poczuła się skołowana. Ktoś podtrzymał ją za ramię. by nie upadła, lecz była zbyt zdezorientowana by rozpoznać tę osobę.
– Co się dzieje? – szepnęła z przestrachem, rozglądając się na wszystkie strony.
– To technika iluzji, dla bezpieczeństwa – powiedział Asuma, chcąc uspokoić dziewczynę.
– Największy zdrajca Konohy może sprowadzać kogo chce do obozu, bez słowa wyjaśnień? – Yoshi nie dawał za wygraną, coraz bardziej zirytowany reakcją pozostałych.
Uchiha doskonale wiedział, dlaczego Asuma bez słowa sprzeciwu zgodził się przyjąć dziewczynę do obozu. Sarutobi zdawał sobie sprawę, że jeżeli on osobiście zdecydował się ruszyć jej na ratunek, nie była to zwykła, pierwsza lepsza kobieta. Wiedział, że w obozie czeka go seria pytań, a on musi zrobić wszystko, by siła Hikari wciąż pozostawała w ukryciu, dopóki sam nie zdecyduje się jej wykorzystać. Wziął głęboki wdech, starając się opracować nowy plan, po czym ruszył za resztą.


~*~

Witajcie kochani!
Zupełnie nie myślałam, że tak długo była tutaj przerwa. Mam nadzieję, że ktokolwiek wytrwał i czekał jeszcze na rozdział. Pod ostatnim rozdziałem był znikomy odzew, ale mimo wszystko cieszę się, że są osoby, które tutaj zaglądają. 
Wkrótce kończymy Uchiha Eyes i mam ogromną nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto dotrwa do końca. 
Kocham Was wszystkich. 

Obserwatorzy

Created by Mayako | credit