piątek, 6 października 2017

7. Na skraju




Zaciśnij powieki
z ledwością potężnie
nie widzisz nic
nie widzisz
nie widzisz




Pędził w ciemności, próbując po omacku wyczuć stabilny grunt pod stopami. Raz po raz potykał się, starając dotrzymać kroku dziewczynie. Był wyczerpany, a jego zablokowana czakra paliła żywym ogniem, chcąc uwolnić się i ukoić zmęczone ciało.
– Dokąd biegniemy? – wysapał, kiedy przez kolejne pół godziny nie zwalniali kroku.
– Nasza kryjówka jeszcze nie jest gotowa – odpowiedziała Tenten, równie drżącym głosem. – Póki co, cywile nie są zagrożeni, ale nasze nazwiska są na liście, zwłaszcza twoje – dodała, zwalniając nieco.
– Jakiej liście? – spytał, po czym odkaszlnął i wziął kilka głębszych wdechów.
– Ninja do likwidacji – odparła, po czym parsknęła krótko. – Kto by pomyślał, że pojedziemy na tym samym wózku, Uchiha?
Oboje zamilkli, widząc jaskrawą plamkę światła przed sobą. W oddali widniał koniec podziemnego tunelu. Dopiero teraz dostrzegł, że niewiele brakowało, a jego włosy dotykałyby o sklepienie. – Jak wybiegniesz z groty, nie zatrzymuj się – ostrzegła, niczego nie wyjaśniając. – Nie oglądaj się za siebie, nie rozglądaj na boki, nie stawiaj oporu i nie walcz.
Uchiha zmarszczył brwi. Zanim zdążył zadać pytanie, jego oczy oślepiły pierwsze promienie słońca, wdzierającego się do jaskini, niczym ostre szpileczki. Zamrugał kilka razy, chcąc przepędzić zbierające się w kącikach oczu łzy.
– Tenten?! – wrzasnął, gdy jego wzrok przyzwyczaił się do światła.
Dziewczyna zniknęła z pola widzenia, a on nie był w stanie wyczuć jej obecności. Pędził błotnistą ścieżką, czując jak jego stopy coraz bardziej grzęzną.
Starał się nie rozglądać, jednak kiedy ciemny kształt przeleciał tuż przy jego twarzy, odwrócił się gwałtownie dookoła własnej osi, omal nie lądując na ziemi. Widział ich. Wszędzie dookoła, za niemal każdym drzewem, czyhał wróg. Dziesiątki, a nawet setki ninja i różnorakich stworów, czaiły się do ataku. Kiedy tylko zawahał się na moment i zatrzymał w miejscu, rzuciły się na niego.
– Kurwa! – ryknął, mocnym kopnięciem odrzucając od siebie gigantycznego, brązowego psa. Zwierzę kłapnęło zębami, dosłownie kilka centymetrów od jego łokcia, nim zatoczyło się i spadło z urwiska. – Cholera, co jest? – szepnął, z ledwością zatrzymując się na skraju skały.
Wąwóz zdawał się wyrosnąć przed nim w ułamku sekundy. Podejrzewał, że padł ofiarą genjutsu, jednak wszyscy wrogowie byli zupełnie namacalni. Nawet z zablokowaną czakrą wyczuwał ich potężną energię.
– Sasuke! – Usłyszał, jakby spod wody, kiedy udało mu się umknąć kolejnej kreaturze. Rozejrzał się dookoła, jednak nim ruszył za przyjaznym głosem, zdążył się zreflektować.
A co jeśli to pułapka?
Równie dobrze Tenten mogła chcieć się go potajemnie pozbyć wraz z wszystkimi wrogami, jakich posiadał w Konoha-gakure. Nie każdy był w stanie poczekać na rozprawę, a samosądy rozwiązywały problem w kilka godzin.
Zawrócił gwałtownie, gnając w przeciwnym kierunku, jednak trójka wysokich i mocno umięśnionych ninja zastawiła mu drogę. Nie był w stanie ich pokonać. Czakra zawrzała w jego ciele, rozpalając żyły do czerwoności; czuł, że wystarczy kilka sekund, a blokada zostanie rozerwana. Miał wtedy dwie opcje: albo straci przytomność, albo życie. Z naciskiem na to drugie. Nikomu nie udało się przeżyć, po samodzielnym przerwaniu bariery.
– Sasuke! – Kobiecy głos znów wdarł się do jego uszu, powodując kolejną falę paniki.
Jeden z ninja natarł na niego, przebijając jego ramię nożem kunai. Wrzasnął, czując jak przeszywa go ból. Promieniował od rany, po czym nienaturalnie rozniósł się na całe ciało. Tama puściła, uwalniając całą zgromadzoną w nim energię klanu Uchiha.
Jego gałki oczne zdawały się zaraz wypaść z oczodołów, kiedy boleśnie upadł na piasek. Złapał się za twarz, czując jak z każdego jej otworu zaczyna wypływać krew. Jak na komendę, czyhające w lesie stworzenia dołączyły do wrogich ninja, raz po raz kalecząc jego skórę. Nie chciały go zabić, wręcz przeciwnie. Napawały się jego bólem, wbijając swoje zębiska i pazury.
Poczuł jak jakaś siła wyrywa go z amoku, po czym odciąga i uwalnia z piekła. Ból nie malał, ale też się nie nasilał.
– Mówiłam, nie rozglądaj się, idioto. – Usłyszał pełen paniki krzyk. – Sasuke, otwórz te cholerne oczy, słyszysz nas?
Nie potrafił skupić się ani na słowach, ani rozpoznać, kto był ich autorem. Poczuł jak jego serce przyśpiesza, a płuca odmawiają posłuszeństwa. Zawył w agonii, lecz w tej samej chwili nastała ulga, a tuż po niej ciemność.


***


– Jaki jest dalszy plan, Yamato? – spytał Szarowłosy, intensywnie masując skronie. Siedział wraz z przyjacielem w drewnianej chatce, która powstała zaledwie kilka minut wcześniej.
– Myślałem, że ty masz propozycję – odparł Kapitan, śmiejąc się cierpko.
Ewakuacja miała nastąpić dopiero za kilka tygodni, tymczasem zostali zmuszeni do opuszczenia wioski i pozostawienia cywili w trybie natychmiastowym. To wszystko było wbrew ich naturze.
– Mamy Uchihę, jego siła…
– Nie wszystkim się to podoba, Kakashi – przerwał mu Tenzou. – Chcąc nie chcąc, nie znamy jego zamiarów, nie możemy stawiać wszystkiego na jedną kartę.
– Kto był na liście? – zapytał Hatake, przygryzając usta pod maską.
– Prawie każdy na liście podejrzanych. Na liście likwidacji wielu z nas – powiedział, po czym zaczął wymieniać. – My, Tsunade, Asuma, Uchiha, Sakura, Sai, Ino, Hinata, Neji, Lee, Tenten, Shikamaru i Naruto, który nie widniał jako podejrzany, a mimo wszystko został skazany.
– Sasuke, Neji, Lee i Shikamaru to silni i uzdolnieni ninja. Tenten ma pod sobą wszystkich młodzików, w dodatku szpiegowała dla nas w więzieniu od pół roku – mruczał pod nosem Kakashi, starając się ułożyć sobie wszystko w głowie. – Sai miał wtyki w starym ANBU, ciebie, mnie i Asumy, Danzou nie lubi dla samej zasady, a dziewczyny to medyczna elita.
– A Naruto? Myślisz, że chodzi wyłącznie o pozbycie się dziewięcioogoniastego? – zapytał Tenzou.
Martwił się o swojego ucznia, zwłaszcza, że chłopak na wielu gruntach pozostawał nieświadomy.
– Być może. Kyuubi kusi ludzi z zewnątrz, a chcąc wywołać burzę w wiosce, Danzou nie potrzebuje zewnętrznych konfliktów. Jest też świadomy, że póki my stoimy po drugiej stronie barykady, nie ma szans, żeby Uzumaki stanął u jego boku.
Oboje westchnęli, rozumiejąc w jak beznadziejnej sytuacji się znajdują.
– Wszystkim udało się uciec? – upewnił się Kakashi.
– Prawie wszystkim. Brakuje Tenten, Sakury i Sasuke, ale z tego co mi wiadomo, są już w drodze.
Jak na komendę, za zewnątrz rozległ się głośny huk. Tenzou w jednej chwili odwołał drzewną technikę, a chatka zniknęła pod ziemią. Doskoczyli do kłębu kurzu, z którego zaczęły wyłaniać się cztery postacie.
– Sakura! – krzyknął Kakashi, widząc jak wraz z Tenten i nieznanym mu chłopakiem, ostatkiem sił podtrzymują zwiotczałe ciało, niemal całkowicie pozbawione życia.
– Zawołaj Hinatę i Tsunade! – wrzasnęła Haruno, układając bruneta na mokrej trawie.
Obie kobiety w ułamku sekundy pojawiły się przy Sakurze, wymieniając się szybkimi spostrzeżeniami.
– Prowadź moją rękę do najważniejszych punktów – powiedziała Tsunade, podając dłoń Hyuudze.
– Byakugan! – krzyknęła Hinata, kiedy tylko Sakura położyła dłoń na ramieniu Piątej, by przekazać jej swoje pokłady energii.
– Cholera, słabo z nim – mruknęła blondynka, odsuwając rękę od chłopaka. – Nic więcej nie zdziałamy, jego czakra zbyt gwałtownie rozeszła się po ciele, powodując uszkodzenie całej sieci.
– Czyli co? – zapytał Kakashi, klnąc w duchu.
– Czyli kaplica, albo przeżyje albo nie – odparła Tsunade, lekceważąco wzruszając ramionami. Należała do tego obozu, który liczył na to, że Sasuke zniknie z powierzchni ziemi.
Kakashi położył dłoń na ramieniu Sakury, jednak dziewczyna strąciła ją, uśmiechając się cierpko. Udawała niewzruszoną, silną. Nie wiedział, co dzieje się teraz w jej umyśle, ale nigdy by nie uwierzył, że jest jej wszystko jedno. Bez względu na to, ile wycierpiała przez Sasuke, nie mogła po prostu zatracić samej siebie – wrażliwej i pełnej ciepła dziewczyny.
Wmawiał sobie, że tracą asa w rękawie, jednak w głębi duszy wiedział, że sam martwił się o Uchihę jak o swojego ucznia. Nie było możliwości ot tak przerwać więzi. Zmiąć wszystkich wspomnień, które odcisnęły się w pamięci. Wyrzucić w kąt ciepłych uczuć, które wypełniały serce, kiedy patrzyło się jak chłopiec, którego bierze się pod swoje skrzydła, zaczyna dorastać, stawać się coraz silniejszy. Czuł się jak mistrz, ojciec, brat i najlepszy przyjaciel. Był dla tych dzieciaków wszystkim, czego tylko pragnęli. Wszystkim, czego potrzebowali, w obliczu niełatwego życia. Więzi to silne cholerstwo. Można było nimi szarpać, rozciągać, aż stawały się cieniutkie niczym pajęcza sieć, ale nigdy zerwać. Nie było takiej siły na tym świecie ani dystansu.
– Sakura? – Zatrzymał dziewczynę, nim zdążyła zniknąć w jednym z dopiero co rozstawionych namiotów. – Na pewno w porządku?
– Nic mu nie będzie. – Dziewczyna uśmiechnęła się, tym bardziej z większą pewnością. – Wierzysz, że mogłaby go zabić jego własna czakra? To Uchiha Sasuke.
– Tsunade powiedziała, że… – zaczął, jednak Haruno przerwała mu.
– Powiedziała, że kaplica. Dla niej, jego życie to tylko balast – wyjaśniła. Widząc jak Hatake napina mięśnie, kiedy dostrzegł zbliżającego się Shinichiego dodała: – Spokojnie, możemy mu zaufać. Pracował dla mnie w skrzydle szpitalnym więzienia ANBU.
Szarowłosy uniósł wysoko brwi, kiedy młody chłopak rozpromienił się na widok jego uczennicy. Shinichi podszedł i ucałował ją przelotnie w policzek.
– Sakura, czy mogę jeszcze jakoś pomóc? – zapytał, z wyraźną nadzieją, że dziewczyna ma dla niego jakieś zadanie.
– Odpocznij – odparła, po czym zwróciła się do Kakashiego. – Ty też powinieneś się położyć, kto wie, co przyniesie nam jutro?


***
Ciemność zaczęła się przejaśniać, tworząc ciemnobrunatne, wielokształtne plamy pod jego powiekami. Czuł jak ból rozsadza mu głowę, a skóra pali żywym ogniem. Poruszył się nieznacznie, lecz zaraz tego pożałował. Brał krótkie, urywane oddechy, bo każdy ruch klatki piersiowej drażnił obolałe mięśnie i poranioną skórę.
– Jeszcze moment, a wyleczę wszystkie twoje rany. – Usłyszał cichy i spokojny głos. Był miękki i kojący, wiedział, że skądś go zna. Słodki zapach, który docierał do jego nozdrzy, również wydawał się znajomy.
Otwierał powoli oczy, przyzwyczajając źrenice do światła, które choć stłumione, nadal raziło. Dostrzegł nad sobą drobną sylwetkę. Dziewczyna raz po raz dotykała jego pokąsanej skóry, lecząc ją swoją czakrą. Nie mogąc się powstrzymać, podniósł z ledwością jedną dłoń i przyłożył ją do jej policzka, czując niewyobrażalną ulgę. Nic nie koiło cierpienia bardziej, niż troszcząca się osoba.
– Hikari… – wyszeptał, starając się wytężyć wzrok, by zauważyć szczegóły jej jasnej, nieskazitelnej twarzy.
Dopiero wtedy dziewczyna drgnęła lekko, a kosmyk różowych włosów wypadł z luźnego, związanego pośpiesznie koka. Cofnął rękę zbyt gwałtownie i syknął z bólu.
– Wybacz, że spotkało cię takie rozczarowanie – powiedziała Różowowłosa cierpko, jednak zaśmiała się po chwili. – Nieźle się urządziłeś, Uchiha.
– Gdzie ja jestem? – wycharczał, czując że ma gardło wysuszone do cna.
– W tymczasowym obozie uciekinierów Konohy – odarła, po czym uniosła jedną ręką jego głowę, a drugą przyłożyła kubek z wodą do ust. – Kto by pomyślał, że będziemy jechać na tym samym wózku. – Nie pierwszy raz tego dnia słyszał te słowa.
– Ci wszyscy ninja… Wpadłem w zasadzkę. – Zaczął sobie przypominać, kiedy tylko jego oczy odzyskały ostrość i rozejrzał się po namiocie.
– To było genjutsu, ci ludzie i zwierzęta to tylko przeładowane czakrą marionetki. W ten sposób ofiary myślą, że zostały zaatakowane przez prawdziwego wroga. Na przyszłość słuchaj rad Tenten, to może uda ci się skończyć w jednym kawałku – wyjaśniła, kontynuując leczenie głębszych ran.
– Jednym kawałku? – spytał, skinąwszy na naczynie z wodą. Dziewczyna po raz kolejny pomogła mu się napić. Tym razem zrobił to łapczywie, czując, że jest odwodniony.
– Straciłeś palec. – Wzruszyła ramionami.
Dopiero teraz się zorientował, że lewą dłoń ma całkowicie unieruchomioną i zabanażowaną.
– Cała ręka była złamana w dwóch miejscach, Tsunade próbowała ci go przyszyć, ale na marne, był za bardzo postrzępiony przez marionetkę – powiedziała, a widząc panikę na twarzy bruneta, uśmiechnęła się kpiąco pod nosem.
Wiedziała, że chłopak zawsze miał siebie za idealnego ninja, który treningiem jest w stanie osiągnąć wszystko, dlatego ta drobna skaza, którą się przejął, tylko ją rozbawiła. Kiedyś sama go podziwiała, jednak zmieniła priorytety. Choć wraz z Shinichim zdecydowali się utrzymywać swój związek w choć względnym sekrecie, wiedziała, że zaręczyny były kwestią czasu. Kiedy jej facet był szpiegiem, musieli udawać obcych sobie ludzi, lecz teraz nie mieli już nic do stracenia w tej sprawie.
 – Za dwie godziny przyniosę ci coś lekkiego do zjedzenia – mruknęła, zasklepiając ostatnie rozcięcie na jego ciele. Pozdejmowała bandaże, które wcześniej zabezpieczały głębokie skaleczenia. Teraz mógł dokładnie przyjrzeć się niewielkiemu kikutowi, w miejscu, w jakim powinien mieć wskazujący palec. – Do zobaczenia – rzuciła na odchodne.
– Dziękuję – szepnął, kiedy stanęła za materiałową kotarą.
Nie wiedział czy usłyszała, ale był jej naprawdę wdzięczny. Nie musiała tego robić. W kodeksie medic-ninja obowiązkiem było utrzymać rannego towarzysza przy życiu, a ona zużyła masę czasu i energii, zaleczając nawet najmniejsze zadrapanie.
Leżał nieruchomo, nadal nie mając siły na cokolwiek. Czuł niewyobrażalny ból. Od dłuższego czasu nie najadał się więziennymi posiłkami. Stracił na wadze, a jego mięśnie wątlały. Zjadłby normalny, solidny posiłek, jednak wiedział, że przez długi czas takiego nie skosztuje.
Wrócił do wioski, by odnaleźć spokój i ukojenie, a tymczasem znów był na krawędzi życia i śmierci. Na samym skraju piekła, które zdawało się dopiero zaczynać.

Image result for uchiha gif




Obserwatorzy

Created by Mayako | credit