piątek, 2 czerwca 2017

5. Pokuta




Kochaj mnie bezustannie
destrukcyjnie na wskroś
z zaciekłością dogłębnie
matempsychicznie



– W jakim celu wróciłeś? – powtórzył któryś raz z kolei mężczyzna, siedzący naprzeciwko Uchihy. Pomiędzy nimi znajdowało się jedynie szerokie, dębowe biurko, którego chłopak nie był wstanie dostrzec, bowiem jego oczy były szczelnie zabandażowane.
– Dlaczego nie przesłuchuje mnie Kakashi Hatake? – spytał Sasuke, po czym zacisnął usta w wąską linię. Czuł dyskomfort, za każdym razem kiedy poruszał, choćby minimalnie, jakąkolwiek częścią ciała. Dłonie i stopy miał skute grubymi łańcuchami, co niezmiernie go bawiło. Po tym jak jeden z członków ANBU zablokował jego punkty chakry i tak nie był w stanie użyć żadnego jutsu. – Kim jesteś i dlaczego używasz Henge no Jutsu? – prychnął, kiwając głową z politowaniem.
Konoha wydawała mu się naprawdę zacofana i bezsilna. Gdyby chciał, mógłby zetrzeć ich wszystkich w pył. Tymczasem wrócił dobrowolnie i pozwolił się obezwładnić, a oni łudzili się, że są w stanie pokonać ostatniego geniusza klanu Uchiha. Uśmiechnął się, kiedy dotarło do niego, że od śmierci Itachiego, to właśnie on był najsilniejszym posiadaczem sharingana.
– To my jesteśmy od zadawania pytań – warknął mężczyzna, uderzając otwartą dłonią w stół. Wydawał się nieprofesjonalnie porywczy.
– Poślij po Morino i wyciągnie z niego wszystko, co do ostatniej, drobnej niteczki wspomnień i planów – mruknął strażnik, do tej pory koczujący w milczeniu pod ścianą. Uchiha kojarzył jego twarz, lecz nie mógł przypomnieć sobie imienia. Zastanawiał się, czemu część z nich, jak Tsunade, Kakashi czy ten chłopak, nie zachowują anonimowości w jego towarzystwie.
– Załatwię to po swojemu – odparł mundurowy, wyciągając przed siebie obie ręce. Złączył kciuki i palce wskazujące, tworząc dłońmi charakterystyczną obręcz. Mężczyzna zniknął w kłębach kurzu, pokazując swą prawdziwą, kobiecą twarz, lecz nim Sasuke zdążył się przyjrzeć, poczuł ogarniającą go bezsilność.
– Yamanaka Ino – jęknął bezgłośnie, kiedy w jego umyśle pojawił się ktoś jeszcze. Czuł obecność obcej osoby, wnikającej pomiędzy jego myśli. Stawiał opór, zmuszając swoje ciało do przezwyciężenia niewyobrażalnego bólu. Wiedział, że przeciwniczka także cierpi, starając się złamać bariery.
– Cholera! – mruknęła dziewczyna, wracając do swojego ciała. – Twarda z ciebie sztuka, Uchiha – prychnęła, oddychając głęboko z wyczerpania.
– Znalazłaś cokolwiek? – zapytał młody strażnik z powątpiewaniem, zupełnie jakby nie zauważał, że Uchiha nadal siedział między nimi.
– Za bardzo we mnie wątpisz, Sai – odparła, unosząc triumfalnie jedną brew. – Podróżował z trzema eksperymentami Orochimaru: Karin, Juugo i Suigetsu. Rozdzielili się i od paru tygodni zmierzał w kierunku Kraju Ognia, spotykając na swojej drodze czarnowłosą dziewczynę… Tutaj napotkałam pewien problem – dyktowała, kiedy Sai odnotowywał jej słowa w zwoju. – To on zabił Itachiego Uchihę.
– Jak...? – zaczął Sasuke, jednak zamilkł.
Nie miał pojęcia w jaki sposób udało jej się wyciągnąć aż tyle informacji. Nie wiedział dlaczego to akurat wspomnienia o Hikari udało mu się najlepiej skryć. Zdziwił się także, że w tak krótkim czasie po zabójstwie brata, Konoha posiadała już na ten temat informacje.
– Odprowadzić więźnia! – krzyknął Sai, otwierając drzwi i ruszając przez nie ze zwojem w dłoni.  
– Uchiha – powiedziała Ino, odwracając się w progu. – Kiedy przez chwilę nasze myśli się połączyły… Widziałeś to, prawda? – Uśmiechnęła się cierpko, ponownie podchodząc do chłopaka. Zmarszczył brwi, kiedy wyciągnęła dłoń i pogładziła go po policzku z przebiegłym wyrazem twarzy.
– Bardziej niż czegokolwiek na świecie, pragniesz mojej śmierci – powiedział, także posyłając jej uśmiech, lecz pełen kpiny i politowania.
Nie sądził, że nawet Yamanaka zdoła go tak bardzo znienawidzić, ale nie bał się jej. Może posiadała specjalne zdolności, ale wciąż brakowało jej siły, by go pokonać, nigdy nie będzie dostatecznie silna, żeby móc stawić mu czoła.
– Oni nie wiedzą, że wróciłeś – dodała, przesyconym jadem głosem. – Oboje nie dowiedzą się o tym jeszcze przez długi czas, więc nie licz na to, że ci pomogą – wyszeptała na odchodne, posyłając mu ostatnie, ostrzegawcze spojrzenie.
Nim strażnik chwycił go za przedramię, by odprowadzić do celi, złapał kilka czystych karteczek notesiku i ukradkiem wsunął je za pas dresowych spodni. Podziemne cele pełne były podsłuchów, a on musiał się jak najszybciej stamtąd wydostać. Od początku planował wkupić się w łaski drużyny siódmej i opuścić więzienie w ciągu miesiąca. Jego plany były rozległe i metalowe kraty nie mogły trzymać go wiecznie w ryzach. Gdyby tylko w jakiś sposób użył siły, zostałby z góry przekreślony. Pozostawało mu czekać albo znaleźć sojusznika – zdecydowanie wolał drugą opcję.
– Jutro o piątej – burknął strażnik, którego twarz skryta była za maską ANBU.
Uchiha westchnął ciężko, nie spodziewając się, że kolejne przesłuchanie będzie tak szybko. Powoli zaczynał doskwierać mu głód, lecz jego duma nie pozwalała spytać o posiłek. Dotychczas otrzymywał tylko jeden dziennie, w dodatku były to twarde jak kamień suchary z kminkiem, jakie często żołnierze zabierali na dłuższe misje. Nic co mogłoby choć na chwilę dać mu poczucie sytości. Marzył o kubku gorącej, słodkiej kawy z mlekiem.
Kiedy tylko pozostał sam w celi, a strażnicy wycofali się do odległego przedsionka, usiadł na pryczy, opierając plecy o chłodny i wilgotny mur. Starał się opanować wszelkie emocje, które niejednokrotnie wymykały mu się spod kontroli, głównie przez impulsywność. Był pewien, że samotna podróż pomogła mu wyzbyć się pochopnego działania, jednak powrót do Konohy znów obudził w nim “starego” Sasuke, przed którym tak skrupulatnie starał się uciec.
Kiedy jego umysł powoli skrywał się pod mglistą powłoką snu, do jego uszu dotarł nieprzyjemny, choć odległy zgrzyt metalu. Gdzieś w oddali, ktoś szarpał kraty, zupełnie jakby chciał wydostać się z celi. Uchiha skrzywił się, niezadowolony. I tak było mu trudno zasnąć w tym parszywym miejscu, a kiedy już powoli odpływał, jakiś psychol musiał zaburzyć tę harmonię.
– Gdzie on jest?! – Pełen pretensji wrzask, ponownie wybudził go z półsnu. Wzdrygnął się z zimna, lecz z zaciekawieniem wsłuchiwał w dochodzące z oddali odgłosy. – Puść mnie, kurwa!
Kiedy głos rozentuzjazmowanego mężczyzny stawał się wyraźniejszy, Sasuke poderwał się z miejsca. Rozpoznał go bez problemu. Nagłość z jaką dotarł do jego uszu, nieco zbiła go z pantałyku, jednak nie miał wątpliwości – to był on.
Nie musiał czekać długo, kiedy żelazne drzwi otworzyły się z rozmachem, uderzając o pokrytą grzybem ścianę. Tynk z sufitu posypał się na blond włosy chłopaka, który przekroczył próg. W ułamku sekundy, Sasuke otrząsnął się z emocji i jak gdyby nigdy nic wrócił na zatęchłą pryczę.
– Sasuke! – wydarł się blondyn, przemierzając wzrokiem pobliskie cele.
Tak jak myślał, w pozostałych członkach drużyny wciąż miał oparcie. Byli tacy naiwni… Zdradził ich niezliczoną ilość razy, a oni wciąż skakaliby jak im zagra. Uśmiechnął się kpiąco, jednak ani drgnął, kiedy chłopak raz po raz wykrzykiwał jego imię.
– Uzumaki Naruto – warknął w końcu, krzyżując swoje spojrzenie z zaskoczonymi, błękitnymi tęczówkami. Blondyn struchnał na moment, a w jego oczach kłębiła się cała masa różnych uczuć. Radość zgubiła gdzieś swoją trajektorię, kiedy Uchiha prychnął i wzruszył ramionami. – Nic się nie zmieniłeś, głupcze.
– Wróciłeś do Konohy – odparł Naruto, a jego ton był mieszaniną zarówno pytania jak i twierdzenia. Dziecinną euforię zastąpił rozsądek, wypełniający najmniejsze zakamarki jego umysłu.
Sasuke doskonale potrafił czytać emocje otaczających go ludzi. Wiedział, co teraz dzieje się we wnętrzu przyjaciela, którego opuścił wieki temu. Zdawał sobie sprawę z tego, że aby wyjść z więzienia musi wkupić się w jego łaski, jednakże nienawidził odgrywać roli ofiary. Jego duma była już wystarczająco zszargana. Tym razem nie miał wyjścia.
– Na to wygląda – mruknął, wstając z miejsca.
Za plecami blondyna pojawiło się kilku strażników, z zaciekawieniem obserwując sytuację. Byli gotowi w każdej chwili interweniować. Nie kwapili się jednak do tego, najwyraźniej oczekiwali na dobre widowisko, bo ich twarze wyrażały głębokie zainteresowanie.
– Dlaczego go tu trzymacie? – zapytał Uzumaki, odwracając się od przyjaciela.
Zacisnął pięści i popatrzył na żołnierzy, zaciskając szczęki. Tak jak oczekiwał tego Uchiha, Naruto nic się nie zmienił. Nadal był tym samym głupim dzieciakiem, który za grosz nie rozumiał strony politycznej Konohy. Gdyby o niego chodziło, puściłby największego mordercę wolno, jeśli ten obiecałby mu na mały paluszek, że będzie grzeczny.
– Wypuśćcie go, na moją odpowiedzialność – powiedział blondyn, na co Sasuke powstrzymał prychnięcie. Nie musiał nawet się starać, żeby owinąć sobie dawnych kompanów wokół palca. Wiedział, że z dziewczyną będzie jeszcze łatwiej.
– Nie możemy tego zrobić – odparł jeden ze strażników, marszcząc gniewnie brwi. Najwyraźniej wreszcie zdecydowali się pokazać swoją pozycję.
Uzumaki najprawdopodobniej był pozbawiony instynktu samozachowawczego, gdyż doskoczył do mężczyzny i szarpnął go za połacie munduru. Kiedy tylko napiął mięśnie, żeby wymierzyć cios, pozostali strażnicy chwycili go za ramiona i odciągnęli, by po chwili docisnąć jego ciało do lodowatej ściany.
– Same z tobą kłopoty, Naruto. – Rozległ się spokojny, lecz donośny głos.
Sasuke podszedł do krat celi, zaskoczony nagłą zmianą. Kakashi wkroczył do pomieszczenia, przybierając swoją typową pozę, zdystansowanego, ale uprzejmego nauczyciela.
– Puśćcie go – dodał Hatake, kiedy szamoczący się blondyn rozkwasił sobie policzek o ceglasty mur.
– Dlaczego nie powiedziałeś o niczym mi i Sakurze?! – wrzasnął Naruto z wyrzutem, rzucając mistrzowi oskarżycielskie spojrzenie.
– Właśnie dlatego – westchnął w odpowiedzi szarowłosy. – Robisz istny cyrk na kółkach.
– To nasz przyjaciel, a wy…  
– Przyjaciel? Naruto, zrozum podstawowe zasady panujące w świecie ninja. Człowiek, który stoi przed nami, być może kiedyś był kimś, kogo mogłeś… Kogo mogliśmy nazywać przyjacielem. Jednak teraz jest zdrajcą. Musi przejść cały proces przesłuchań, współpracować z nami i okazać lojalność, a wtedy dopiero zdecydujemy się zastosować łagodniejsze procedury. Obecnie za swoje przewinienia kwalifikuje się do kary śmierci.
– To jest… – Naruto wziął kilka głębszych wdechów, jednak zamilkł, trawiąc natłok informacji, jakimi został obdarowany. W głębi duszy wiedział, że Kakashi miał świętą rację.
Słowa, które płynęły z ust Hatake, nie zaskoczyły Uchihy, jednak i tak wywołały w nim negatywne emocje. Poczuł się niczym szczur, pozbawiony godności. Musiał kajać się przed bandą oszołomów, którzy umiejętnościami i siłą znajdowali się o kilka poziomów niżej od niego. Nie tak został wychowany. Jego klan był dumny i potężny; tak właśnie miał zamiar go reprezentować.
– Mogę powiedzieć, co wiem, nie mam nic do ukrycia – odezwał się w końcu, lecz jego słowa nie zrobiły na Kakashim najmniejszego wrażenia.
– Masz czy nie masz, i tak wyciągniemy z ciebie wszystko – odpowiedział, pozostając niewzruszonym. – A teraz wróć do domu, Naruto. I postaraj się trzymać buzię na kłódkę, nie chcemy żeby osoby postronne wiedziały o jego obecności w wiosce, zwłaszcza Sakura.
Wypowiedzenie słowa “zwłaszcza”, wprawiło Sasuke w dziwny stan. Czuł, że dziewczyna nie przekreśliła go doszczętnie, ale jeśli nadal ślepo w niego wierzyła – a na to wskazywały słowa Hatake – jego marionetki były w komplecie. Musiał tylko zebrać w sobie siłę, by zagrać im do tańca.
– Jesteś cwany, Uchiha – mruknął Kakashi, kiedy blondyn pokornie i z niepocieszoną miną opuścił pomieszczenie. – Jednak jestem na tym świecie nieco dłużej niż ty, widziałem o wiele więcej okrucieństwa.
– Co ty możesz wiedzieć o okrucieństwie – prychnął Sasuke, nie mogąc utrzymać języka za zębami. Jego były mistrz doskonale znał sytuację i śmiał zarzucić mu coś tak niedorzecznego.  
– A co ty możesz wiedzieć, dzieciaku? – zaśmiał się Hatake, jednak jego oczy pozostały bez wyrazu. Pokręcił głową i odszedł, opuszczając bruneta rozdrażnionego i rozbitego.
Uchiha licząc na chwilę spokoju, rozsiadł się na posłaniu i chwycił koc, którego świeżość pozostawiała wiele do życzenia. Owinął się nim szczelnie i liczył na to, że mimo zawilgocenia, z czasem nieco się rozgrzeje. Daremna próba. Westchnął, słysząc kolejny szczęk metalowych drzwi, zwiastujący nowe towarzystwo.
– Możesz się umyć – powiedziała drobna, ale wyraźnie umięśniona kobieta. Wprowadziła do celi wózek, na którym leżała duża misa z parującą wodą, zszarzały ręcznik i pokruszona kostka mydła. – Zimno, prawda? – dodała, widząc jak chłopak na widok ciepłej wody miał wymalowaną na twarzy ulgę.
– Znamy się, prawda? – powiedział, podchodząc do stolika na kółkach.
– Tutaj wszyscy cię znają – odparła, rumieniąc się lekko, kiedy ten zaczął zdejmować ubranie.
Uśmiechnął się kpiąco, wiedząc, że dziewczyna nie może się odwrócić. Najwyraźniej ktoś z dowództwa pastwił się nad młodym mięsem.
– Tenten. – Przypomniał sobie i obszedł dookoła wózek, by stanąć do niej plecami i dać trochę więcej komfortu.
– Uhm. – Przytaknęła, a widząc gest chłopaka, odetchnęła z ulgą. – Nie będą cię tu długo trzymać – dodała pocieszająco, widząc jak w zetknięciu z gorącą wodą, jego skóra pokrywa się gęsią skórką.
– Czemu trzymasz moją stronę? – zapytał zbity z tropu. Nigdy nie miał dobrych relacji z tą dziewczyną. Wręcz przeciwnie, oboje zawsze czuli względem siebie czystą obojętność. Dziwnie było mu obracać się w towarzystwie ludzi, których nie widział od lat.
– Nie trzymam – odparła, a jej głos choć nadal zawstydzony, brzmiał nad wyraz spokojnie. – Nie znoszę cię tak samo jak reszta strażników, jednak wierzę, że każdy człowiek zasługuje na choć odrobinę człowieczeństwa. Nie trzymali tutaj żadnego więźnia od czasów wojny.
Słowa Tenten dały mu nadzieję. Kiedy wyszła, ponownie owinął się kocem i położył na pryczy. Przez cały czas kalkulował w myślach swoje występki. Czy zasłużył na to, aby potraktować go jak bezpańskiego kundla?
Choć zmęczenie brało górę, niska temperatura panująca w podziemiach nie pozwalała mu zmrużyć oka. Drżał z zimna i niepokoju, lecz kurczowo trzymał się tego, co usłyszał kilka godzin wcześniej. Potraktował to bardziej jak obietnicę niż pocieszenie i poprzysiągł sobie, że jeśli to, co powiedziała było prawdą – będzie miał u niej dług wdzięczności. Najbardziej ze wszystkiego nienawidził niepewności, a właśnie ona przez te wszystkie dni w celi mu towarzyszyła, nim pojawiła się Tenten.
Zerwał się nagle do siadu, wyrwany z półsnu. Trzask i skrzypnięcie zawiasów niosło za sobą jak zwykle kolejną nowinę.
– Uchiha Sasuke. – Usłyszał, kiedy tylko w ciemności pojawiła się ciemna sylwetka. – Za mną – dodał strażnik, otwierając drzwi celi.
Chłopak ruszył, tym razem posłusznie. Zastanawiał się czy to kolejne przesłuchanie czy może słowa dziewczyny spełniły się szybciej niż przypuszczał. I choć uporczywie wmawiał sobie drugą opcję, miał złe przeczucia.
– Czekaj – burknął strażnik, zakrywając mu oczy grubym bandażem. – Idź. – Prowadzony przez przysadzistego mężczyznę, starał się dostrzec cokolwiek przez niewielką szczelinę, jaką dostrzegał u dołu oczu.  
Wiedział tylko, że wyszli z ciemności do jaskrawo oświetlonego pomieszczenia, w którym unosił się zapach środka do dezynfekcji. Zmarszczył nos i odkaszlnął, w oczekiwaniu aż jego zmysł powonienia przywyknie do chemicznego odoru.
– Sasuke. – Usłyszał, na co wstrzymał oddech. Ten głos dźwięczał mu w głowie, zupełnie jakby tuż przy uchu zabił mu dzwon.
Zszokowany odwrócił się kierunku, z którego dochodził, a kiedy strażnik puścił jego dłonie, natychmiast sięgnął do twarzy, by zerwać z niej opaskę.

***
Nie nienawidźcie mnie za tę nieobecność. Mam teraz masę zaliczeń, a mimo wszystko dodałam rozdział. No więc staram się, serio. xD


Obserwatorzy

Created by Mayako | credit